czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 3 ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony & Sora

Rozdział 3. "Pierwsze lekcje latania na miotle i talent bliźniaków"
 



   - Lucy! - usłyszałam głos mojej przyjaciółki. Uczyłam się właśnie wszystkich dat na Historię Magii. Odwróciłam się i zobaczyłam Alison i bliźniaków zmierzających w moim kierunku. Ali miała włosy związane w kok. Oczy jej błyszczały, a usta wygięły się w wielki uśmiech. Chłopcy szli za nią, ale nie wyglądali tak jak zwykle...
- Eric! - krzyknęłam na jego widok, oczywiście bibliotekarka od razu mnie upomniała. - Myślałam, że masz ciemne włosy - dodałam już ciszej. Chłopak zarumienił się i przeczesał włosy palcami, a one zmieniły kolor na piaskowy i z powrotem na czarny.
- Jeszcze nad tym nie panuję - przyznał.
- Eric jest metamorfomagiem - oznajmił Josh i popatrzył na brata z lekką zazdrością. - Ja niestety nie odziedziczyłem tej zdolności.
- Taaak - Eric przeciągnął słowo. - Ty za to odziedziczyłeś rodzinne poczucie humoru - bliźniacy popatrzyli na siebie i wybuchnęli śmiechem zmieniając przy tym kolor włosów na niebieski. Przez ten nagły napad wesołości musieliśmy opuścić bibliotekę.
- Muszę Ci powiedzieć, Josh, że przez chwilę Ci wierzyłam - powiedziałam, do chłopaka, a potem zwróciłam się do Alison. - Ale kolor włosów chłopaków nie był jedynym powodem oderwania mnie od nauki, prawda?
- Nieee... Chciałam Ci tylko powiedzieć, że od przyszłego tygodnia zaczynamy lekcje latania na miotle - odpowiedziała zarumieniona. Popatrzyłam na nich trochę zdziwiona, ale bardzo się ucieszyłam, kiedy to usłyszałam. W wakacje tata pozwalał mi i Luck'owi latać na miotle daleko od miasta, w lesie. Luck zabierał mnie żebym pomogła mu w treningach do szkolnych meczów Quidicha. Bardzo lubiłam latanie na miotle.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------


   Nareszcie nadszedł dzień, w którym zaczęliśmy lekcje Latania na miotle. Oczywiście większość uczniów radziła sobie naprawdę dobrze. Widać było, że mieli już kiedyś do czynienia z miotłami. Najlepiej radzili sobie Syriusz Black i James Potter. Wszyscy ich podziwialiśmy. Bliźniacy nie zostawali w tyle i cała czwórka dała nam niezły pokaz. Z dziewczyn byłam jedną z lepszych. Alison trenowała z rodzicami i dała mi parę cennych rad. Inni uczniowie próbowali nam dorównać. Nie mogę powiedzieć, że byli najgorsi. Nawet mugolaki, które nigdy nie miały w rękach latającej miotły poradziły sobie całkiem nieźle, jak na pierwszy raz. Na koniec lekcji pani profesor pochwaliła nas i poszliśmy na obiad. Jeszcze nigdy nie byłam tak głodna. Nałożyłam sobie porcję większą niż zwykle i po posiłku ledwo mogłam się ruszać.

- Ale się objadłem - oznajmił Josh, kiedy siedzieliśmy przy kominku w pokoju wspólnym i robiliśmy pracę domową. - Chyba nie dam rady zjeść kolacji. Czemu się tak na mnie dziwnie patrzycie? - zapytał, kiedy zobaczył nasze zdziwione miny.
- Chyba musisz zacząć uczyć się panowania nad metamorfomagią - powiedziała Ali wskazując na ucho chłopca. Wyrastał z niego bardzo długi siwy włos. Parsknęłam śmiechem. Josh zarumienił się i włos zmienił kolor na czarny i zaczął się kurczyć.
- Chodź - powiedział Eric do brata. - Pójdziemy do profesor McGonagall.
- On ma racje - powiedziałam. - Powinniście ją poinformować o waszym talencie i poprosić o pomoc w zrozumieniu go.
- Tak, tak chodźmy - przytaknął Josh i razem z bratem ruszyli do obrazu Grubej Damy. Kiedy zniknęli po drugiej stronie usłyszałam pukanie w okno. Zobaczyłam, że za szybą siedzi szary puchacz. Jakiś chłopak otworzył okno i sowa wleciała do pokoju. Usiadła koło mnie i wyciągnęła nóżkę. Był to Remi, nasz rodzinny puchacz. Miał mądre, kasztanowe oczy. Bardzo go lubiłam. Do nogi miał przywiązany zwitek pergaminu. Odwiązałam go i Remi odleciał. List był napisany lekko koślawym pismem mojego ojca. Poznałam je od razu. A treść była następująca:

   Kochana Lucy!
        Razem z mamą wyjeżdżamy za granicę, do dziadków. Pragnę przypomnieć Ci o zbliżających się urodzinach babci. Myślę, że razem z bratem złożycie jej życzenia z okazji setnych urodzin. Nie           zawiedźcie mnie.
         Dawno nie pisaliście żadnego listu, napisz co u Ciebie. Jak Ci się podoba w szkole?      
         Jutro postaram się wysłać większą paczkę z niespodzianką. Spodziewaj się jej wieczorem.

    Całuję i pozdrawiam 
                                                       Twój kochany, 
                                                                                      TATA.

   Kiedy skończyłam czytać list złapałam się za głowę. Zapomniałam o urodzinach babci! Dobrze, że tata mi przypomniał. Muszę powiedzieć Luck'owi, żeby kupił coś ładnego, kiedy będzie znowu w Hogsmeade.
- Coś się stało? - zapytała Ali. Musiałam mieć dziwną minę. Popatrzyłam na nią z uśmiechem.
- Wszystko okej. Tata przypomniał mi tylko o urodzinach babci - oznajmiłam.
- Masz już prezent? Które to urodziny?
- Prezentu jeszcze nie mam - przyznałam. - Luck coś kupi w Hogsmeade, jak tam pójdzie. To są setne urodziny babci. Muszę Ci powiedzieć, że nieźle się trzyma - powiedziałam z dumą.
- Łał. Moi dziadkowie mają dopiero dziewięćdziesiąt.
- Nie ma wielkiej różnicy - świadczyłam i mrugnęłam do niej.
- Hmm... - zamyśliła się. - Jak tak teraz na to spojrzę. To chyba masz rację.
   Skończyłyśmy pracę domową i rozsiadłyśmy się na kanapie przed kominkiem. Ogień przyjemnie nas ogrzewał. Jakiś czas później dołączyły do nas Lily i Cornelia. Grałyśmy w eksplodującego durnia i patrzyłyśmy na wygłupy Blacka i Pottera. Czasem potrafili być zabawni.
   Kiedy na dworze zaczęło się robić ciemno, wszyscy Gryffoni poszli na kolację. Rozglądałam się za bliźniakami, ale nigdzie ich nie było. Zajęłyśmy z Ali nasze miejsca i napełniłyśmy talerze. Kiedy zaczęłam jeść przysiadł się do nas Luck z Marco. Przypomniałam bratu, żeby kupił prezent dla babci. Przyznał, że też zapomniał o święcie i obiecał, że na następnej wycieczce do Hogsmade kupi jakiś upominek.
- Tylko żeby nie było tandetne - powiedziałam mu. - To są wyjątkowe urodziny więc prezent też musi być wyjątkowy.
- Będę pamiętać - odpowiedział. - A gdzie są chłopcy?
- Poszli do profesor McGonagall - odpowiedziała Ali. - Chcieli poprosić ją o pomoc w rozwijaniu umiejętności metamorfomagicznych.
- Łał. Metamorfomadzy? - zaciekawił się Marco. - Zawsze im zazdrościłem. Jeden z moich kuzynów jest metamorfomagiem i zawsze mnie denerwuje, że co chwile ma inny kolor włosów.
- Ty nie masz innych problemów, stary? - zapytał Luck i zaśmiał się. W tym momencie do Wielkiej Sali weszli bliźniacy. Uśmiechnięci byli od ucha do ucha. Przy stole nauczycielskim pojawiła się profesor McGonagall.
- I jak było? - zapytała Ali, kiedy chłopcy usiedli i napełnili talerze. Obaj popatrzyli na siebie, potem na nas i zmienili nos w trąbę.
- Z tego wnioskuję, że było fajnie - oznajmiłam i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Po kolacji poszliśmy do naszego pokoju wspólnego. Jak co wieczór graliśmy w różne gry. Bliźniacy pokazali nam czego się nauczyli i oświadczyli, że codziennie po lekcjach będą chodzić do profesor McGonagall na godzinę, żeby nauczyć się więcej.
- Czyli sami będziecie musieli robić zadania - oznajmiła Ali. Chłopcy popatrzyli na nią z przerażeniem. Szturchnęłam ją.
- To ty będziesz musiała sama rysować - odpowiedział Josh. Tym razem Ali była przestraszona.
- Ja tylko żartowałam! - odpowiedziała. - Będę wam pomagać.
- Ale się dałaś podejść - powiedziałam. - Przecież ja też nieźle maluję - popatrzyła na mnie jak na świra. Chłopcy w tym momencie przybijali piątkę i śmiali się na cały głos.
- Co tu tak wesoło? - zapytał Kali. Jasne włosy do ramion miał związane w kucyk. Niebieskie oczy mu błyszczały. Za nim szedł Matt. Był trochę zbyt wysoki jak na swój wiek. Miał brązowe włosy ścięte 'na jeża' i zielone oczy. Obaj chłopcy byli naprawdę bardzo fajni i zabawni.
- Cześć chłopaki - przywitaliśmy się z nimi.
- Myślałem, że już śpicie - powiedział Eric.
- Byliśmy w bibliotece - powiedział Matt. Popatrzyliśmy na nich zdziwieni.
- Przecież dzisiaj jest piątek - powiedział Josh. - Po co poszliście do biblioteki?
- Chcieliśmy zrobić pracę domową, ale potrzebne książki nie są już dostępne, bo inni uczniowie wypożyczyli - wyjaśnił Kali.
- Jak chcecie to my jeszcze nie zrobiliśmy więc możemy zrobić razem - zaproponowali bliźniacy.  Chłopcy zgodzili się i zabrali do pracy domowej. Ali i ja pomagałyśmy im.
   Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się całkiem ciemno.
- No dobra - powiedział Josh zwijając pergamin. - Nie mam ochoty siedzieć przy książkach. Może w coś pogramy?
- Dobry pomysł - przyznał Kali. - Może w eksplodującego durnia?
- To już jest nudne - powiedziałam. - Zagrajmy w coś innego. Na przykład w...
- W butelkę! - zawołała Ali. Wszyscy obecni w pokoju popatrzyli na nas zdziwieni. - No co się tak patrzycie? Mugole świetnie się przy tym bawią.
- Na czym to polega - zapytali bliźniacy. Ali cierpliwie wytłumaczyła cierpliwie zasady. Ktoś wykombinował plastikową butelkę. Kilku innych uczniów dołączyło do nas. Ali kręciła pierwsza i wylosowała mnie. Wybrałam wyzwanie.
- Hmm... - zastanawiała się dziewczyna. - Stań na rękach!
- Uff... Myślałam, że wymyślisz coś gorszego - odpowiedziałam. Znalazłam kawałek wolnego miejsca i wykonałam ćwiczenie, a potem zakręciłam butelką. Wypadło na jakiegoś chłopaka z piątej klasy. Miał na imię Simon. Miał piaskowe włosy z czarnymi końcówkami. Jego koledzy pozwolili mi wymyślić dla niego pytanie, a potem zakręcił. Dosiedli się do nas Luck i Marco oraz Potter, Black, Lupin i Pettigrew, którzy od jakiegoś tygodnia nazywani byli Huncwotami, bo strasznie psocili. Bawiliśmy się jak jeszcze nigdy. Kilku chłopców miało pocałować dziewczyny w policzek albo jakąś inną dziwną rzecz.
   Graliśmy bardzo długo, aż w końcu wszyscy zaczęli ziewać i prawie zasypiali. Postanowiliśmy, że skończymy grę i pójdziemy spać.
- Ale było ekstra - powiedziała Ali skacząc na łóżko. Prawie od razu zasnęła. Ja jeszcze chwilę patrzyłam na księżyc. Za kilka dni będzie pełnia. Nie pamiętam kiedy zasnęłam. Miałam naprawdę dziwny sen, którego rano już nie pamiętałam.

~ Moony

Kolejny rozdział, kiedy znajdę trochę czasu oczywiście cały czas będę w trakcie pisania :D
Do następnego razu :D Pozdrawiam.

AHA!! KOMENTUJCIE!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 2. ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony & Sora
Rozdział 2. "Pierwsze lekcje. Szukam swojej dobrej strony"


   Pierwsze lekcje przed obiadem bardzo mi się podobały. Na transmutacji pani profesor zmieniła się w kota, a potem kazała nam zmienić ślimaka w wykałaczkę i na odwrót. Pod koniec lekcji na moim blacie dwa z pięciu ślimaków było drewnianym patyczkiem. Najwięcej wykałaczek na blacie miał Remus Lupin, chłopiec z pociągu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak mu się udało przemienić tyle ślimaków i gratulowali mu. Chłopiec stał czerwony jak burak i odpowiadał na pytania.
   Eliksiry minęły szybko. Profesor Slughorn okazał się być bardzo miły. Lily Evans z mojego dormitorium to jedna z lepszych uczennic na tym przedmiocie i od razu zyskała uznanie nauczyciela. Dwie godziny obrony przed czarną magią wspominam nie najmilej, ponieważ parę razy dostałam zaklęciem rozbrajającym i wylądowała na posadzce.
- Wszystko mnie boli - jęczał Josh, gdy szliśmy do Wielkiej Sali coś zjeść. Jego brat rozbroił go kilka razy, tak jak mnie Ali. Teraz oboje się z nas śmiali.
- Następnym razem dam Ci fory - powiedziała do mnie Ali przez śmiech. Popatrzyłam na nią wilkiem, ale też zaczęłam się śmiać. W takich nastrojach weszliśmy do Wielkiej Sali.
   Sklepienie pomieszczenia było jasne i przejrzyste co wskazywało, że błonia są zalane słońcem. Ucieszyłam się ponieważ naszą następną lekcją było zielarstwo w jednej z cieplarni poza zamkiem.
- Jak wam się podoba w szkole? - zapytał Luck, kiedy usiedliśmy przy stole i nałożyliśmy sobie wielkie porcje przysmaków na talerze.
- Obrona przed czarną magią jest do bani - powiedział Josh z pełnymi ustami. Oczywiście po tych słowach wszyscy zaczęliśmy się śmiać i opowiedzieliśmy mojemu bratu o pierwszych lekcjach.
   Po Zielarstwie nadszedł czas na opiekę nad magicznymi stworzeniami i dwie godziny zaklęć, które okazały się moją najmocniejszą stroną.Ćwiczyliśmy zaklęcie Wingardium Leviosa. Mieliśmy spróbować podnieść piórko na wysokość metra. Udało mi się to dwa razy!
- Idziemy do biblioteki - powiedziała Ali.
- Po co? - zdziwił się Eric. - Ja wolę iść na błonia i skorzystać z ładnej pogody puki jest.
- W bibliotece jest nudno - Josh poparł brata.
- Zgadzam się z nimi - oznajmiłam. Ali zrezygnowana podreptała za nami na łąkę. Usiedliśmy pod dębem. Na trawie rozłożeni byli inni uczniowie Hogwartu. Zauważyłam, że Lily Evans siedzi na brzegu jeziora z jakimś Ślizgonem. Chłopiec miał czarne, długie włosy. Nie widziałam całej twarzy, ale podejrzewałam, że był to Severus Snape. Lily mówiła, że poznała go jeszcze zanim dostała list z Hogwartu. To on opowiedział jej o szkole i magii. Był jej najlepszym przyjacielem, bo na siostrę nie mogła liczyć.
   Z zamyślenia wyrwał mnie jakiś huk. Popatrzyłam na przyjaciół, wyglądali na wystraszonych. Rozejrzałam się po błoniach. Wszyscy uczniowie rozglądali się niespokojnie. Po jakimś czasie zza szkoły wyszedł profesor Slughorn. Był wściekły. Prowadził ze sobą dwóch chłopców. Obaj mieli czarne włosy i byli rozbawieni. Jednemu długie włosy zasłaniały twarz, drugi miał okulary. Byli Gryffonami.
- To James Potter i Syriusz Black - powiedział Eric. - Mieszkają w dormitorium obok nas razem z Peterem Pettigrew i Remusem Lupinem - wtrącił Josh.
- Brat Blacka, Regulus Black był jednym z lepszych graczy w Quidditcha w Slytherinie - powiedzieli jednocześnie i zaczęli się śmiać.
- Musieli poważnie narozrabiać, skoro udało im się tak zdenerwować profesora Slughorna - powiedziała Ali. Pokiwałam głową. Ciekawe co takiego zrobili?
   Po incydencie na błoniach poszliśmy na kolację. Jak zawsze jadłam do oporu. Rozmawialiśmy o lekcjach, a Eric i Ali cały czas wspominali OPCM (obronę przed czarną magią). Dosiadł się do nas Luck ze swoim przyjacielem Marco. Znałam go, bo często nas odwiedzał i był już stałym gościem.
   Kiedy wracaliśmy do naszego pokoju wspólnego minęliśmy się z Potterem i Blackiem na schodach. Nie wyglądali na zadowolonych, ale znowu coś knuli. Widziałam to po ich minach.
- Odjęli nam punkty, - zauważył Josh - patrzcie. Wszyscy popatrzyliśmy na klepsydrę. Na dole było mniej kamieni, niż kiedy wychodziliśmy. Bliźniacy popatrzyli na rozrabiaków wilkiem, a oni skrzywili się i lekko wzruszyli ramionami.
- Każdemu się może zdarzyć - Ali zaczęła bronić chłopców. - Wy też kiedyś możecie stracić punkty.
- Może i tak - zgodził się Josh. - Ali ma rację bracie. Chodźmy do pokoju.
 - Okej - wspięliśmy się po schodach na wyższe piętro. Po drodze do wierzy utknęliśmy na schodach, ponieważ miały kaprys żeby się odwrócić, więc poszliśmy dłuższą drogą. Potem Eric wpadł na Stopień Pułapkę i musieliśmy go wyciągać z dziury.
- Czekoladowe kociołki - podałam hasło Grubej Damie. Kiedy mówiłam nie mogłam przestać się śmiać ze skwaszonej miny Eric'a.
- Nie ma się z czego śmiać - Eric nadąsał się jeszcze bardziej. - Nie ma nic zabawnego w siedzeniu w dziurawym stopniu [ -.-' ].
- Daj spokój stary - Josh usadowił się na kanapie przed kominkiem, obok swojego brata. Ali i ja zajęłyśmy fotele. - Każdemu się może zdarzyć - Eric dalej się dąsał więc Josh zaczął go łaskotać. Obaj zaczęli się śmiać. I po chwili wszyscy leżeliśmy na miękkim dywanie i śmialiśmy się na cały głos.
- A zadanie odrobione, że tu tak wesoło? - usłyszałam głos mojego brata. Luck siedział na fotelu, a jego przyjaciele na kanapie.
- Jeszcze nie - przyznał Eric siadając. Luck uniósł brew i popatrzył na nas.
 - Zaraz zrobimy - oznajmiła Ali. 

- Tak, tak już idziemy robić - Josh pociągnął nas do stolika na drugim końcu pokoju. Luck zaśmiał się, jak odchodziliśmy, westchnął i pokręcił głową.
   Rozłożyliśmy książki i zwoje pergaminów. Zabraliśmy się do pracy. Nie było tego dużo, ale zajęło nam to prawie cały wieczór.
- Mam już dosyć - oznajmił Josh, kiedy pisałam ostatnie zdanie w wypracowaniu na zaklęcia. Popatrzyłam na niego. Miał przekrwione oczy. Rzuciøam okiem na jego pergamin. Opisywał właśnie jakąś roślinę na zielarstwo.
 - Łał. Ale ładnie rysujesz - powiedziałam. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Mówię serio. Naprawdę mi się podoba.
- Jak tak mówisz - uśmiechnął się Josh. - Nigdy nie miałem okazji pokazać komuś swoich rysunków.
- Zawsze Ci mówiłem, że Twoje rysunki są fajne, to mi nie wierzyłeś - powiedział Eric wpatrzony w swoje wypracowanie. - Ja nie mam takiego talentu jak ty. Mnie to nudzi - dopisał coś do ostatniego zdania i zwinął pracę w rulon.
- Zagramy w eksplodującego durnia? - zapytałam, kiedy wszyscy skończyliśmy. Chłopcy przeciągnęli się.
- Możemy zagrać - zgodziła się Ali. - Ale ostatnio nie szło mi za bardzo.
- Dzisiaj będzie lepiej - powiedział Josh i rozłożył grę.
   Graliśmy bardzo długo. Do pokoju zaczęli się schodzić uczniowie i po jakimś czasie pomieszczenie było prawie pełne. Dosiadły się do nas Lily i Cornelia oraz Matt i Kali z dormitorium chłopców. Wszyscy naprawdę dobrze się bawiliśmy. Parę razy prefekci musieli interweniować, ponieważ Potter i Black znowu rozrabiali.
   Jednym z prefektów był Marco. Widziałam, że był zły na rozrabiaków, ale próbował tego po sobie nie pokazywać. Chłopak był na piątym roku. Miał piaskowe włosy i ciemno niebieskie oczy. Lubił pomagać uczniom i był naprawdę miły. Drugim prefektem była Camilla z roku szóstego. Miała rude włosy i piwne oczy. Była miła, sympatyczna i przyjazna.
- Idę spać - powiedziała w pewnym momencie Ali. - Jestem padnięta.
- Ja też już idę - oznajmiłam. - To był ciężki dzień. Wam też radzę się położyć. Obaj dostaliście dzisiaj w kość - chyba zrozumieli o co mi chodziło, bo popatrzyli na mnie spode łba. Zaśmiałam się.

- Tak, my też już idziemy - powiedzieli jednocześnie, przez co jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać. Ali pociągnęła mnie za szatę. Wzięłam swoje książki i prace domowe, i poszłyśmy na wierzę. Pożegnałyśmy się z chłopcami przy schodach i każdy poszedł w swoją stronę. W dormitorium przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy się w łóżkach. Gadałyśmy jeszcze z jakąś godzinę i zasnęłyśmy.

~ Moony

Zachęcam do komentowania :)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 1. ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii."
Autor: ~ Moony
Korekta: ~ Moony & Sora
Rozdział 1. "Poznaję nowych przyjaciół i dołączam do Gryffonów"


    

   "Najwyższa pora wstać" powiedziałam do siebie. Za oknem świeciło już słońce. Popatrzyłam na zegarek. Było po siódmej. Zwlokłam się z łóżka i przeciągnęłam. Za parę godzin stanę na progu Hogwartu.
    Bałam się przydziału, chociaż z natury byłam naprawdę odważna. Miałam nadzieję, że trafię do przyjaznego domu. Ubrałam się szybko i zbiegłam na dół, do kuchni.  Cała moja rodzina już tam była. Mama miała brązowe włosy związane w kok. Ogólnie była drobną osobą i miała idealne rysy twarzy.  Lubiła się śmiać i opowiadać kawały. Teraz w jej szarych oczach zobaczyłam smutek, tęsknotę i dumę. Ojciec pochylał się nad jakąś książką. Miał jasne włosy i zielone oczy. Był dobrze zbudowany i naprawdę przystojny, często się uśmiechał. Pod prawym okiem miał znamię, które mój brat i ja odziedziczyliśmy. Miał też piegi, dużo piegów. Pospiesznie zjadłam śniadanie razem z rodzicami i moim starszym bratem, Luck'iem. Luck miał jasne włosy, tak jak tata i niebieskie oczy. Był wysoki i wysportowany (był pałkarzem w drużynie Gryffindoru). Miał 13 lat.
   Po śniadaniu pojechaliśmy na dworzec. Mama została w samochodzie, ponieważ nie była czarodziejką. Przeszliśmy na peron 9 i 3/4. Było pełno młodych czarodziei z rodzicami. Rozglądałam się zaciekawiona. Przychodziłam tu co roku z Luck'iem, kiedy jechał do szkoły. Pożegnaliśmy się z tatą i poszliśmy szukać wolnego przedziału. Na korytarzu był tłum. Przepychałam się za bratem szukając przedziału. Gdy tak szliśmy, zobaczyłam, że do jakiegoś przedziału pełnego dziewczyn (miały ok.14 lat), wpadł mały chłopiec, pewnie miał tyle samo lat co ja. Był chudy i mizerny. Miał bladą twarz. Brązowe włosy opadły mu na oczy. Kiedy wylądował na podłodze pociągu dziewczyny zaczęły się z niego śmiać. Ktoś pomógł mu wstać upominając nastolatki.
- Będę w przedziale obok - powiedział Luck, kiedy znaleźliśmy puste miejsca. W przedziale siedziała tylko jasnowłosa dziewczynka. Luck przytulił mnie i poszedł do swoich przyjaciół.
- Cześć - uśmiechnęła się do mnie blondyneczka. Miała czarne, przyjazne oczy i ładną buzię.
- Cześć - przywitałam się. - Mogę usiąść?
- Nie krępuj się. Wszystkie miejsca wolne. Mam na imię Alison - przedstawiła się, kiedy usiadłam naprzeciwko niej. - Mów mi Ali.
 - Ja jestem Lucy - powiedziałam. Ali uśmiechnęła się. Wydawała się naprawdę fajna. Siedziałyśmy w ciszy. Nie byłam dobra w zaczynaniu rozmów. Ali chyba też nie lubiła dużo mówić, bo siedziała cicho i patrzyła w okno. Po jakimś czasie przypomniało mi się, że mam w torbie czekoladowe żaby. Zaczęłam ich szukać. Kiedy znalazłam słodycze podałam jedną żabę Alison. Uśmiechnęła się do mnie i podziękowała. Otworzyłam swoją żabę i odgryzłam jej głowę. Wyciągnęłam kartę dołączoną do czekoladki i prawie podskoczyłam z radości. Z karty mrugnął do mnie Albus Dumbledore. Zbierałam karty od lat i w mojej kolekcji brakowało tylko dyrektora Hogwartu.
- Kogo masz? - zapytała moja towarzyszka. - Ja mam Bathildę Bagshot, znowu.
- Ja mam Dumbledora - zaśmiałam się. - Mam już wszystkich z kolekcji.
- Mnie jeszcze kilku brakuje - oznajmiła Ali. Po tych słowach znowu nastała cisza.
       Pół godziny później do przedziału weszli dwaj chłopcy. Byliby identyczni, gdyby jeden nie miał białej blizny ciągnącej się przez pół twarzy (od czoła, przez oko, do policzka) z lewej strony. Oboje mieli czarne włosy i czekoladowe oczy. Szeroko się uśmiechali pokazując białe, lekko zaostrzone zęby. Usiedli obok nas i przywitali się. Ten ze szramą na twarzy miał na imię Josh, a jego brat Eric. Byli naprawdę fajni. Przez resztę podróży graliśmy w eksplodującego durnia (czarodziejski odpowiednik mugolskich memory) i śmialiśmy się tak głośno, że zaglądali do nas zaciekawieni i zaniepokojeni uczniowie.
     Wyszłam na peron w towarzystwie moich nowych przyjaciół. Hagrid, gajowy w Hogwarcie (pół olbrzym), poprowadził nas w stronę jeziora. Na brzegu stały łódki. W czwórkę weszliśmy na pokład i ruszyliśmy w stronę zamku.
    Kiedy przekroczyłam próg szkoły uważnie się rozejrzałam. Weszliśmy do wielkiej Sali Wejściowej. Na ścianach wisiały obrazy, które machały do nas przyjaźnie. Na jednej ze ścian wisiały cztery klepsydry z kolorowymi kamieniami: czerwonymi, zielonymi, żółtymi i niebieskimi. "Każda dla innego domu" pomyślałam. Kiedy już wszyscy pierwszoroczni weszli do zamku pozwolono nam wejść do Wielkiej Sali. Stały tam cztery stoły dla uczniów i jeden nauczycielski pod ścianą, naprzeciwko wejścia. Stanęliśmy w szeregu przed profesorami, wysłuchaliśmy pieśni Tiary i kolejno siadaliśmy na stołku, i zakładaliśmy na głowę starą Tiarę Przydziału. Kiedy padło moje nazwisko i imię podeszłam do stołka i usiadłam. Stara, podziurawiona, czarodziejska czapka ledwo dotknęła mojej głowy, a rozległ się okrzyk GRYFFINDOR! Przy stole po mojej prawej stronie usłyszałam okrzyk radości. Moi przyjaciele, po krótkim czasie zajęli miejsce obok mnie. Przyglądaliśmy się innym pierwszakom, jeszcze kilka osób dołączyło do naszego stołu, w tym ten mały, blady chłopiec, którego widziałam w pociągu. Teraz mogłam przyjrzeć mu się dokładniej. Miał miodowe podkrążone oczy. Na twarzy miał liczne rany. Wyglądał na zmęczonego i smutnego. Zrobiło mi się go trochę żal.
       Dyrektor przypomniał kilka ważnych informacji, powitał nowych uczniów i rozpoczęła się uczta. Jeszcze nigdy nie widziałam tylu pysznych dań na jednym stole. Nałożyłam sobie dużą porcję jedzenia. Nalałam dyniowego soku i zaczęłam jeść. Podczas uczty rozmawiałam i śmiałam się razem z Alison i bliźniakami. Duchy poszczególnych domów latały nad nami i rozmawiały z uczniami. Po kolacji poszliśmy za prefektem do naszego pokoju wspólnego i rozeszliśmy się do dormitoriów. Pokój był duży. Stały w nim cztery łóżka z zasłonami. Przez okno wierzy widać było błonia (taka se duża łąka). Przy łożu pod oknem zobaczyłam swój kufer. Miałam zamieszkać z Alison, Lily Evans, rudowłosą dziewczynką z zielonymi oczami i Cornelią Ros, czarnowłosą o niebieskich oczach.
         Długo nie umiałam zasnąć, ale gdy w końcu mi się to udało śniły mi się bardzo przyjemne sny.

~ Moony

Witam!

Moony postanowiła się usamodzielnić.
Wszystkie rozdziały z tego bloga:   http://myarrowofcupid.blogspot.com   zabieram tu.
Serdecznie zapraszam.

~ MOONY ;*