poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 8 ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor - Moony
Korekta - Moony
Rozdział 8. "Dalej nic"


   W Hogwarcie plotka o tym, że Voldemort więzi Josha i Syriusza, nie rozprzestrzeniła się. Nie mogłam uwierzyć, że nikt o tym nie wie, bo zwykle po kilku godzinach wiedziała cała szkoła. Dyrektor też o niczym nie wspominał, kilku innych uczniów też nie przyjechało po świętach do szkoły, bo zachorowali.

   Co wieczór siadaliśmy przed kominkiem i czekaliśmy na wiadomość od mojego brata, ale nie dochodziły żadne listy na temat poszukiwań.

- Może napiszesz do Luck'a? - zapytała pewnego wieczoru Lily. Siedziała wtulona w Jamesa na fotelu.

- Luck powiedział, że da znać, jak ich uwolnią albo, kiedy będzie coś wiadomo na temat kryjówki Voldemorta - przypomniał jej Remus. Siedział obok mnie na kanapie, przez kilka ostatnich dni stał się jeszcze bardziej milczący niż zwykle. Miał też bardziej zmęczoną twarz i podkrążone oczy. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, ale on nie odrywał spojrzenia od płomieni w kominku. Przypomniały mi się wszystkie spędzone przy tym kominku chwile. Jeszcze rok temu wygłupialiśmy się i śmialiśmy odrabiając tu lekcje. Zrobiło mi się nagle bardzo smutno. Dawniej Voldemort nie pokazywał się, siedział i obserwował, czasem dochodziły nas słuchy, że kogoś zabił, ale nie dawało się odczuć, że grozi nam jakieś większe niebezpieczeństwo.

   W nocy nie umiałam spać. Księżyc, chociaż nie było pełni, świecił mocno w okna naszego dormitorium. Słyszałam ciche chrapanie Ali i pomrukiwania Lily. Próbowałam o niczym nie myśleć, ale nie potrafiłam. Cały czas myślałam o rodzicach Josha, o Joshu i Syriuszu.

   Ok drugiej, ubrałam, trochę za dużą bluzę i buty, i zeszłam do pokoju wspólnego. Usiadłam na kanapie przed kominkiem i wpatrzyłam się w dogasający ogień. Za oknami słyszałam sowy i mocny wiatr. Zrobiło się już zimno, gdy poczułam, że ktoś siada obok mnie na kanapie. Odwróciłam wzrok od żaru i spojrzałam na Jamesa. Uśmiechnął się lekko.

- Nie możesz spać? - zapytał, a ja pokiwałam głową. Westchnął i spojrzał na dogasające drewno. Siedzieliśmy tak chwilę bez słowa. - Chcesz iść ze mną do kuchni? Zgłodniałem trochę.

- Teraz? A jak ktoś nas złapie?

- Nie ma szans - wyciągnął zza pleców delikatny materiał, pelerynę niewidkę. Zapomniałam o niej, dawno jej nie używaliśmy. - Wskakuj, tylko uważaj, bo mogą nam wystawać stopy.

   Wyszliśmy z wieży Gryffonów i skierowaliśmy się do lochów. Po drodze spotkaliśmy woźnego, stał do nas tyłem i zajmował się swoją kotką. W lochach było jeszcze ciemniej niż w innych częściach zamku. Przebiegliśmy ostatnie korytarze i stanęliśmy przed obrazem, który był wejściem do kuchni. Kiedy przejście się otworzyło przyjaciel wepchnął mnie do środka i szybko wskoczył za mną.

- Słyszałem, jak ktoś tu szedł - powiedział, uśmiechnął się przepraszająco i pomógł mi wstać. Pomieszczenie było duże, większe od Wielkiej Sali. Na środku stało pięć stołów, dokładnie tak samo, jak w Wielkiej Sali piętro wyżej. James szukał jedzenia w szafkach. Postanowiłam mu pomóc, zajrzałam do jednej z szafek. Nie było tam nic ciekawego. W kilku kolejnych były talerze, garnki i inne naczynia.

- Znalazłem spiżarnie! - usłyszałam głos chłopaka z drugiej strony pomieszczenia. Stał w otwartych drzwiach i uśmiechał się zachęcająco. Podbiegłam do niego i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było mniejsze od kuchni, stały tam wysokie regały zastawione jedzeniem.

- Nieźle.

- Raj dla każdego żarłoka - podsumowałam. Weszliśmy głębiej, sięgaliśmy po nasze ulubione smakołyki i szliśmy dalej. Po jakimś czasie miałam całkowicie zajęte ręce, James też zabrał mnóstwo jedzenia. Usiedliśmy przy stole, odpowiadającym naszemu, na górze.

- Mam nadzieję, że Skrzaty się nie zorientują, że zabraliśmy to jedzenie - odezwał się James, zajadał się właśnie udkiem z kurczaka. - Miło, że w spiżarni wszystko jest świeże i gotowe do jedzenia.

- Tylko po co im tyle garnków? - wzruszył ramionami.

- Każdy ma swoje dziwactwa - odpowiedział po chwili. Dokończyliśmy jeść i posprzątaliśmy po sobie. - Z chwilę po korytarzach zaczną łazić nauczyciele. Musimy iść - zegar na ścinie wskazywał za pięć piątą. Spojrzeliśmy na mapę. Na naszej drodze nikogo nie było. Szybko wydostaliśmy się z lochów. Prawie zderzyliśmy się z Irytkiem, wyminęliśmy profesor McGonagall i utknęliśmy na obracających się schodach. Kiedy dotarliśmy do wieży było już sporo po piątej, za dwie godziny miało być śniadanie. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do naszych dormitoriów. Dziewczyny jeszcze mocno spały, kiedy położyłam głowę na poduszce od razu zasnęłam.

   Rano, obudziłam się ostatnia.

- Jak się spało, śpiochu? - przywitała mnie Alison, kiedy zobaczyła, że nie śpię.

- Spałam dzisiaj tylko dwie godziny – odpowiedziałam i wygrzebałam ubranie z kufra. Poszłam do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku, kiedy wyszłam opowiedziałam dziewczynom co robiłam w nocy. Kiedy wspomniałam , że poszliśmy z Jamesem do kuchni, Lily zmierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem.

- Co robiliście? - zapytała.

- Jedliśmy – odpowiedziałam zdziwiona.

- Tylko? - dopytywała, przytaknęłam. - Jeszcze jego zapytam. 

- Powie Ci to samo co ja – zapewniłam ją.

   Mimo, iż w nocy zjadłam naprawdę dużo, byłam bardzo głodna. James śmiał się ze mnie, sam zjadł niewiele. Lily upewniła się, że nasze wersje zdarzeń są zgodne ze sobą i nie wracaliśmy do tematu nocnej wizyty w kuchni.
Lekcje były nudne, na eliksirach tylko Lily się starała. Przed obiadem mieliśmy długą przerwę, poszliśmy do chatki Hagrida.
- Czego chcecie? - zapytał niezadowolony, ale pozwolił nam wejść. - Od razu mówię, nie wiem nic na temat waszych przyjaciół.
- Chcieliśmy tylko Cię odwiedzić i napić się herbatki – zapewniła go Ali, popatrzył na nas podejrzliwie i nastawił wodę na herbatę. Siedzieliśmy cicho i rozglądaliśmy się po izbie. Pod sufitem wisiały zioła, niektóre były tak suche, że spadały na stół.
- Dumbledore nic nie mówi – odezwał się Hagrid, kiedy stawiał kubki na stół. - Wiem tylko, że planują atak z zaskoczenia, ale myślę, że Voldemort jest przygotowany na każdą możliwość.
- Jestem ciekaw, czego on chce – powiedział James. -
Bardzo mu zależy, żeby to dostać.
- Kim jest ojciec Josh'a? - zapytał mnie Remus. Wzruszyłam ramionami, nigdy mi nie mówił. - Musi być kimś ważnym.
- Równie dobrze może chodzić o matkę – odezwała się Lily. - Teraz i tak niczego się nie dowiemy. Chodźmy już, zaraz obiad.
   Przyszliśmy jako jedni z ostatnich. Zajęliśmy wolne miejsce i czekaliśmy na posiłek. Po obiedzie poszliśmy na zaklęcia, później na obronę przed czarną magią. Nic szczególnego się nie działo. Huncwoci, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń zrobili kilka kawałów i podokuczali Severusowi Snape'owi.
 

~ MOONY

poniedziałek, 15 czerwca 2015

UWAGA!! GROZI USZCZERBKIEM NA ZDROWIU PSYCHICZNYM!!

Jedna z moich koleżanek ze szkoły, napisała, pewną rzecz. Kiedy ją przeczytałam musiałam się głęboko zastanowić, czy aby na pewno, chcę się z nią dalej przyjaźnić... :) Jak pisałam w tytule grozi uszczerbkiem na zdrowiu. Miłego czytania życzę.  

   
Po cichu zakradam się do twojego pokoju. Dyskretnie staję przy szafie, aby moc cie jeszcze obserwować. Chłonę każdy ruch twojego ciała. Powoli systematycznie opadająca klatka piersiowa przez moment przyspiesza. Uroczo marszczysz swój nosek i zmieniasz pozycje. Twoja twarz jest teraz skierowana ku mojej. Oddech się uspokoił. Niebezpieczeństwo w twoim śnie minęło. Światło księżyca wpada do pokoju i naświetla twoje delikatne rysy twarzy. Taka piękna. Taka niewinna. Taka… żywa. Podchodzę do łózka. Zbliżam swoja twarz do twojej. Uśmiecham się czując twój słodki zapach. Zerkam na zegarek. Już czas. Szybkim ruchem przegryzam struny głosowe, żebyś nie zdążyła pisnąć. Przez krotka chwile,obserwuje wypływająca krew. Taka apetyczna... Twoje pełne przerażenia spojrzenie napawa mnie radością. Wiem, ze nie zostało wiele czasu, a pragnę żebyś wszystko widziała. Podciągam twoja koszule i robię nacięcie od mostka do dolnej części brzucha. Delikatnie odciągam skore. Pochylam się. Cieple opary wydostają się prosto na moja twarz. Cóż za aromat. Wkładam dłonie w twoje wnętrzności i chwile bawię się nimi niczym dziecko. Jesteś zbyt sparaliżowana, by móc cokolwiek zrobić. Bawi mnie twoja bezbronność. Sięgam dłonią głębiej, aż trafiam na najważniejszy mięsień w ciele człowieka. Wciąż delikatnie pulsuje. Czas na finał. Gwtownym ruchem wgryzam się w twoje serce, jednocześnie obserwując twoja twarz. Widok twoich gasnących oczu przyprawia mnie o dreszcze. Gęsta krew spływa po mojej twarzy. Delikatnie, zmysłowymi ruchami wmasowuje ja w ciało. Zanim zabiorę się do posiłku nachylam się do twojej twarzy i szepcze po raz ostatni "Śpij dobrze kochanie. Mamusia jest przy tobie".


Gratuluję jeśli dotrwałeś/łaś do końca. Do następnego rozdziału.

~ Moony