Autor - Moony
Korekta - Moony
Rozdział 8. "Dalej nic"
W Hogwarcie plotka o tym, że Voldemort więzi Josha i Syriusza, nie rozprzestrzeniła się. Nie mogłam uwierzyć, że nikt o tym nie wie, bo zwykle po kilku godzinach wiedziała cała szkoła. Dyrektor też o niczym nie wspominał, kilku innych uczniów też nie przyjechało po świętach do szkoły, bo zachorowali.
Co wieczór siadaliśmy przed kominkiem i czekaliśmy na wiadomość od mojego brata, ale nie dochodziły żadne listy na temat poszukiwań.
- Może napiszesz do Luck'a? - zapytała pewnego wieczoru Lily. Siedziała wtulona w Jamesa na fotelu.
- Luck powiedział, że da znać, jak ich uwolnią albo, kiedy będzie coś wiadomo na temat kryjówki Voldemorta - przypomniał jej Remus. Siedział obok mnie na kanapie, przez kilka ostatnich dni stał się jeszcze bardziej milczący niż zwykle. Miał też bardziej zmęczoną twarz i podkrążone oczy. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, ale on nie odrywał spojrzenia od płomieni w kominku. Przypomniały mi się wszystkie spędzone przy tym kominku chwile. Jeszcze rok temu wygłupialiśmy się i śmialiśmy odrabiając tu lekcje. Zrobiło mi się nagle bardzo smutno. Dawniej Voldemort nie pokazywał się, siedział i obserwował, czasem dochodziły nas słuchy, że kogoś zabił, ale nie dawało się odczuć, że grozi nam jakieś większe niebezpieczeństwo.
W nocy nie umiałam spać. Księżyc, chociaż nie było pełni, świecił mocno w okna naszego dormitorium. Słyszałam ciche chrapanie Ali i pomrukiwania Lily. Próbowałam o niczym nie myśleć, ale nie potrafiłam. Cały czas myślałam o rodzicach Josha, o Joshu i Syriuszu.
Ok drugiej, ubrałam, trochę za dużą bluzę i buty, i zeszłam do pokoju wspólnego. Usiadłam na kanapie przed kominkiem i wpatrzyłam się w dogasający ogień. Za oknami słyszałam sowy i mocny wiatr. Zrobiło się już zimno, gdy poczułam, że ktoś siada obok mnie na kanapie. Odwróciłam wzrok od żaru i spojrzałam na Jamesa. Uśmiechnął się lekko.
- Nie możesz spać? - zapytał, a ja pokiwałam głową. Westchnął i spojrzał na dogasające drewno. Siedzieliśmy tak chwilę bez słowa. - Chcesz iść ze mną do kuchni? Zgłodniałem trochę.
- Teraz? A jak ktoś nas złapie?
- Nie ma szans - wyciągnął zza pleców delikatny materiał, pelerynę niewidkę. Zapomniałam o niej, dawno jej nie używaliśmy. - Wskakuj, tylko uważaj, bo mogą nam wystawać stopy.
Wyszliśmy z wieży Gryffonów i skierowaliśmy się do lochów. Po drodze spotkaliśmy woźnego, stał do nas tyłem i zajmował się swoją kotką. W lochach było jeszcze ciemniej niż w innych częściach zamku. Przebiegliśmy ostatnie korytarze i stanęliśmy przed obrazem, który był wejściem do kuchni. Kiedy przejście się otworzyło przyjaciel wepchnął mnie do środka i szybko wskoczył za mną.
- Słyszałem, jak ktoś tu szedł - powiedział, uśmiechnął się przepraszająco i pomógł mi wstać. Pomieszczenie było duże, większe od Wielkiej Sali. Na środku stało pięć stołów, dokładnie tak samo, jak w Wielkiej Sali piętro wyżej. James szukał jedzenia w szafkach. Postanowiłam mu pomóc, zajrzałam do jednej z szafek. Nie było tam nic ciekawego. W kilku kolejnych były talerze, garnki i inne naczynia.
- Znalazłem spiżarnie! - usłyszałam głos chłopaka z drugiej strony pomieszczenia. Stał w otwartych drzwiach i uśmiechał się zachęcająco. Podbiegłam do niego i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było mniejsze od kuchni, stały tam wysokie regały zastawione jedzeniem.
- Nieźle.
- Raj dla każdego żarłoka - podsumowałam. Weszliśmy głębiej, sięgaliśmy po nasze ulubione smakołyki i szliśmy dalej. Po jakimś czasie miałam całkowicie zajęte ręce, James też zabrał mnóstwo jedzenia. Usiedliśmy przy stole, odpowiadającym naszemu, na górze.
- Mam nadzieję, że Skrzaty się nie zorientują, że zabraliśmy to jedzenie - odezwał się James, zajadał się właśnie udkiem z kurczaka. - Miło, że w spiżarni wszystko jest świeże i gotowe do jedzenia.
- Tylko po co im tyle garnków? - wzruszył ramionami.
- Każdy ma swoje dziwactwa - odpowiedział po chwili. Dokończyliśmy jeść i posprzątaliśmy po sobie. - Z chwilę po korytarzach zaczną łazić nauczyciele. Musimy iść - zegar na ścinie wskazywał za pięć piątą. Spojrzeliśmy na mapę. Na naszej drodze nikogo nie było. Szybko wydostaliśmy się z lochów. Prawie zderzyliśmy się z Irytkiem, wyminęliśmy profesor McGonagall i utknęliśmy na obracających się schodach. Kiedy dotarliśmy do wieży było już sporo po piątej, za dwie godziny miało być śniadanie. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do naszych dormitoriów. Dziewczyny jeszcze mocno spały, kiedy położyłam głowę na poduszce od razu zasnęłam.
Rano, obudziłam się ostatnia.
- Jak się spało, śpiochu? - przywitała mnie Alison, kiedy zobaczyła, że nie śpię.
- Spałam dzisiaj tylko dwie godziny – odpowiedziałam i wygrzebałam ubranie z kufra. Poszłam do łazienki, żeby doprowadzić się do porządku, kiedy wyszłam opowiedziałam dziewczynom co robiłam w nocy. Kiedy wspomniałam , że poszliśmy z Jamesem do kuchni, Lily zmierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Co robiliście? - zapytała.
- Jedliśmy – odpowiedziałam zdziwiona.
- Tylko? - dopytywała, przytaknęłam. - Jeszcze jego zapytam.
- Powie Ci to samo co ja – zapewniłam ją.
Mimo, iż w nocy zjadłam naprawdę dużo, byłam bardzo głodna. James śmiał się ze mnie, sam zjadł niewiele. Lily upewniła się, że nasze wersje zdarzeń są zgodne ze sobą i nie wracaliśmy do tematu nocnej wizyty w kuchni. Lekcje były nudne, na eliksirach tylko Lily się starała. Przed obiadem mieliśmy długą przerwę, poszliśmy do chatki Hagrida.
-
Czego chcecie? - zapytał niezadowolony, ale pozwolił nam wejść. -
Od razu mówię, nie wiem nic na temat waszych przyjaciół.
- Chcieliśmy tylko Cię odwiedzić i napić się herbatki – zapewniła go Ali, popatrzył na nas podejrzliwie i nastawił wodę na herbatę. Siedzieliśmy cicho i rozglądaliśmy się po izbie. Pod sufitem wisiały zioła, niektóre były tak suche, że spadały na stół.
- Dumbledore nic nie mówi – odezwał się Hagrid, kiedy stawiał kubki na stół. - Wiem tylko, że planują atak z zaskoczenia, ale myślę, że Voldemort jest przygotowany na każdą możliwość.
- Jestem ciekaw, czego on chce – powiedział James. - Bardzo mu zależy, żeby to dostać.
- Kim jest ojciec Josh'a? - zapytał mnie Remus. Wzruszyłam ramionami, nigdy mi nie mówił. - Musi być kimś ważnym.
- Równie dobrze może chodzić o matkę – odezwała się Lily. - Teraz i tak niczego się nie dowiemy. Chodźmy już, zaraz obiad.
Przyszliśmy jako jedni z ostatnich. Zajęliśmy wolne miejsce i czekaliśmy na posiłek. Po obiedzie poszliśmy na zaklęcia, później na obronę przed czarną magią. Nic szczególnego się nie działo. Huncwoci, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń zrobili kilka kawałów i podokuczali Severusowi Snape'owi.
~ MOONY
- Chcieliśmy tylko Cię odwiedzić i napić się herbatki – zapewniła go Ali, popatrzył na nas podejrzliwie i nastawił wodę na herbatę. Siedzieliśmy cicho i rozglądaliśmy się po izbie. Pod sufitem wisiały zioła, niektóre były tak suche, że spadały na stół.
- Dumbledore nic nie mówi – odezwał się Hagrid, kiedy stawiał kubki na stół. - Wiem tylko, że planują atak z zaskoczenia, ale myślę, że Voldemort jest przygotowany na każdą możliwość.
- Jestem ciekaw, czego on chce – powiedział James. - Bardzo mu zależy, żeby to dostać.
- Kim jest ojciec Josh'a? - zapytał mnie Remus. Wzruszyłam ramionami, nigdy mi nie mówił. - Musi być kimś ważnym.
- Równie dobrze może chodzić o matkę – odezwała się Lily. - Teraz i tak niczego się nie dowiemy. Chodźmy już, zaraz obiad.
Przyszliśmy jako jedni z ostatnich. Zajęliśmy wolne miejsce i czekaliśmy na posiłek. Po obiedzie poszliśmy na zaklęcia, później na obronę przed czarną magią. Nic szczególnego się nie działo. Huncwoci, żeby nie wzbudzać niczyich podejrzeń zrobili kilka kawałów i podokuczali Severusowi Snape'owi.
~ MOONY
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz