środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 10. ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"Autor - Moony
Korekta - Moony
Rozdział 10. "Jeszcze kilka dni!"

   Siedzieliśmy przed kominkiem w pokoju wspólnym. Za oknami było już całkiem ciemno.
   Dwa dni temu dostaliśmy wiadomość od mojego brata, że Łapa i Josh są już bezpieczni w szpitalu. Nauczyciele nie pozwolili nam do nich pojechać…
- Umiesz to zrobić? - zapytała mnie Ali pokazując jedno z zadań, które miała rozwiązać na numerologię. Pokręciłam przecząco głową. - A wy? - Zwróciła się w stronę Huncwotów.
- Nie umiem numerologi – wzruszył ramionami Peter. Reszta Huncwotów też nie umiała pomóc.
- Idę szukać pomocy gdzie indziej – Alison wstała z podłogi i weszła w tłum uczniów.
   Spojrzałam na swój pergamin, był na niej koślawy rysunek jakiejś rośliny. Westchnęłam i zabrałam się za opisywanie poszczególnych części jej budowy.
- Nie, tak nie możemy zrobić – usłyszałam głos Remusa.
- To jak mądralo? Inaczej się nie da.
- Rogacz… To jest najbardziej uczęszczany korytarz… Trzeba przejść tędy, potem tu…
   Jak zawsze planowali jakiś psikus.
- Nie martwicie się o chłopaków? - zapytałam.
- Są u Świętego Munga… Co może im się stać? - James włożył sobie do ust całe ciasteczko.
- Nie napisali żadnego listu… Może coś jest nie tak?
- Pisz do brata – Lupin podał mi pergamin i swoje pióro i wrócił do studiowania mapy.
   Dopiero teraz zauważyłam, że chłopaki siedzą razem na jednym fotelu, trzeba dodać, że fotel był bardzo ciasny.
   Odłożyłam na bok pióro Lunatyka i wzięłam się za pisanie listu.

Luck!
Co z chłopkami? Martwię się, bo nic nie napisali.
Uściskaj rodziców. Buziaki Lucy.

- Moja sowa jest w sowiarni – powiedziałam. Nikt nie zareagował. - James? Pożyczysz pelerynę?
   Rogacz wyciągnął z torby materiał i podał mi go. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Cały czas myślałam o chłopakach, czy pozostali nie mogli zrozumieć, że bardzo się o nich martwię? Usłyszałam za sobą szybkie kroki. Odwróciłam się gwałtowinie.
   Za mną stała czarnowłosa dziewczyna. Miała intensywnie niebieskie błyszczące oczy.
- Cornelia – odetchnęłam. Moja koleżanka z dormitorium była ode mnie wyższa o głowę. Wyglądał na starszą niż rzeczywiście była.
- Mogę iść z tobą? - zapytała Ross. Nakryłam się peleryną i zachęciłam ją ręką.
   Skierowałyśmy się do sowiarni. Było chłodno i kropił deszcz. Aż do wrót wierzy nie odzywałyśmy się do siebie, żeby nikt nas przypadkiem nie usłyszał.
- Do brata? - zapytała moja towarzyszka, kiedy wypatrywałam swojej sowy.
- Tak…
- Chcesz wiedzieć co u Twoich przyjaciół? - dopytywała się.
   Spojrzałam na nią z ciekawością.
- Ty chcesz się pewnie dowiedzieć co z Łapą – stwierdziłam.
- Daj spokój, on mi jest całkowicie obojętny… Ale inne dziewczyny się dopytują i chcą wiedzieć. Nie wiem co one w nim widzą… W każdym razie poprosiły mnie, żebym zapytała Cię co z nim…
   Westchnęłam i weszłam wyżej. Znalazłam tam moje ptaka i przywołałam go do siebie.
- Na pisałam ten list, właśnie, żeby się wszystkiego dowiedzieć… Nie tylko twoje koleżanki chcą się dowiedzieć co Z Syriuszem… Niestety moi przyjaciele są nadzwyczaj spokojni.
- Huncwoci tacy są… Nigdy ich nie lubiłam… Najgorszy jest Lupin… Zawsze taki poważny i… Co Ci jest?!
   Przed samą twarzą dziewczyny, zobaczyłam swoją różdżkę. Byłam całkowicie zaskoczona, że zareagowałam tak na niepochlebną wzmiankę o Remusie. Cornelia miała prawo myśleć oni co chciała.
- Nie mów tak o nim – warknęłam i opuściłam różdżkę. - To jest bardzo inteligentny i zabawny chłopak…
   Podniosłam kopertę i wypuściłam sowę z przesyłką.
- Jasne… On jest drętwy... To już drzewo jest bardziej zabawne.
- Wracasz sama – oznajmiłam i w biegu opatuliłam się peleryną. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Cornelia rozgląda się po błoniach. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak to właśnie jest, kiedy obraża się moich przyjaciół.
   Kiedy biegłam nie zauważyłam, że w moją stronę biegnie jakiś chłopak i wpadłam na niego. Oboje przewróciliśmy się na mokrą trawę.
- Lucy? - zapytał Lupin. Zdjęłam pelerynę i spojrzałam na niego, cały czas leżeliśmy na ziemi.
- To ja – odpowiedziałam z uśmiechem. Pomógł mi wstać i zaczęliśmy się otrzepywać. - Po co tu biegłeś?
- Miałem nadzieję, że złapię Cię w sowiarni i nie wyślesz jeszcze listu – wytłumaczył. - Łapa wysłał list, dostaliśmy go zaraz, jak wyszłaś, ale nie miałem, jak pobiec, bo w naszym rejonie był Filch…
- No cóż… List poleciał. Możemy wysłać następny.
- Masz rację. - Uśmiechnął się. - Wracajmy, bo zaczyna mocniej padać.
   Nakryliśmy się peleryną i poszliśmy w stronę zamku.
- Spotkałam Cornelie Ross – wyszeptałam. Pokiwał głową. - Poszła ze mną i wypytywała o Łapę, a potem zaczęła was obrażać… Ciebie najbarddziej.
- W oczach ludzi, nie jestem zbyt zabawny. Nie lubią mnie, bo jestem poważny i inny. Śmieją się, że dyrektor mianował mnie prefektem, bo nikogo nie lubię i trzymam się sztywno każdej zasady.
- To nie prawda…
- Ale inni tego nie wiedzą… Słuchaj – stanęliśmy we wnęce korytarza. Remus złapał mnie za dłonie i spojrzał prosto w oczy. - Ludzie nie lubią osób, które się nie śmieją… Uczniowie uważają, że jestem kujonem i nie umiem się bawić. Nikt nie wie, że to dzięki mnie, kawały Huncwotów się udają… Profesorowie też tego nie wiedzą – uśmiechnął się pod nosem.
- Czemu nie dasz im się poznać? Przecież jesteś bardzo zabawny i inteligentny. Masz też sporo uroku osobitego.
- Dzięki – uśmiechnął się szeroko. - Nie powinniśmy stać dłużej w jednym miejscu. Wracajmy do pokoju.
   Wdrapaliśmy się po licznych schodach i stanęliśmy przed obrazem Grubej Damy.
- Co wy tu robicie, tak późno? - zdziwił się obraz.
- Karmelki w czekoladzie – odparł Remus. Dama westchnęła i wpuściła nas do środka.
   W pokoju zrobiło się mniej tłoczno. Przyjaciele siedzieli w tym samym miejscu. James razem z Kalim i Mattem studiowali mapę.
- Gdzie list? - zapytałam. James pokazał na dywan nie odrywając się od wykonywanej czynności. Usiadłam na dywanie i wzięłam list w dłonie.

Kochani!
Poprzednio zawiadamiał Syriusz, to teraz pora na mnie.
Mieliśmy dużo szczęścia, gdyby nie wysoki poziom adrenaliny, a potem szybka reakcja uzdrowicieli, byłoby po nas.
Jesteśmy bezpieczni w Świętym Mungu. Moi rodzice przesyłają Lucy pozdrowienia. Opowiedziałem im wszystko… Nie zareagowali zbyt dobrze, szczególnie na wzmiankę o dziadkach…
Wy pewnie nic nie wiecie, ale za kilka dni wracamy do szkoły i wszystko wam opowiemy.
Josh i Łapa

- Czyli Twoje obawy mogły być słuszne – powiedział przepraszająco Remus. - Mogło im się coś stać. Pewnie nie dostawali jedzenia, ani picia…
- Kali… Nie bądź śmieszny – James patrzył na blondyna z rozbawieniem. - Takie coś nigdy się nie uda!
- Wierzę w was… - Kali poklepał Rogacz po plecach i usiadł obok mnie. Miał na sobie swoją nieodłączną skórzaną kurtkę, T-shirt, dżinsy i tenisówki. - Jak się masz? - zapytał.
- Lepiej niż kilka dni temu – przyznałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Nie no ja się poddaję! - Wykrzyknął Potter. - Koniec psot!
- Daj spokój – zaśmiał się Matt. - To nie jest zły pomysł.
- Nie… Pożar w damskim kiblu, to genialny pomysł.
- Co?! - zdziwiła się Lily, która właśnie podeszła. - Co ty knujesz James?
- Ja?! Nic… To ich pomysł – pokazał Kalego i Matta.
- Można by pomyśleć – zastanowił się Remus. - Wybrać odpowiednie paliwo, rozpałkę i porę dnia.
- Lunatyk! Ty mnie nawet nie denerwuj. - Chłopak wyszczerzył się do niej i wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. W tym momencie do pomieszczenia, z hukiem weszła Cornelia Ross. Stanęła przy wyjściu i zaczęła się wściekle rozglądać.
   Kiedy mnie znalazła, wycelowała we mnie palcem i podeszła zamaszystymi krokami.
- Przez Ciebie mam szlaban! Dwa tygodnie mam sprzątać u Slugchorna!
   Przyjaciele popatrzyli na mnie zaskoczeni. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Ross ociekała wodą, a wokół niej utworzyła się już spora kałuża.
- Nie miałam wyjścia – powiedziałam spokojnie. - Teraz wiesz, że moich przyjaciół się nie obraża.
- Nie wierzyli mi nawet, jak mówiłam, że poszłam z tobą i, że groziłaś mi różdżką…
- Poważnie? - James parsknął śmiechem. - Groziła Ci? Ona?
- A co? - Cornelia spiorunowała go wzrokiem. - Nie jest takim aniołkiem…

- Nikt nie sądzi, że ona jest aniołkiem. To twarda baba – stwierdził Rogacz.
- Dzięki Potter – odpowiedziałam. - Aha… I możesz zobaczyć, że Remek umie się uśmiechać – wskazałam na uśmiechniętego Lunatyka. - I możesz to przekazać innym… Lupin umie się i bawić.
   Wściekła czarnowłosa poszła do dormitorium.
- Zdajesz sobie sprawę, że mieszkasz z nią w dormitorium? - zapytał Kali.
- A przed nami jest noc? - dodał jego przyjaciel.
- Wszystko jest pod kontrolą – zapewniłam ich. - Pomożesz mi z tym? - wskazałam na zadanie z transmutacji i spojrzałam na Kalego.
- Jasne – odpowiedział i zabraliśmy się do pracy.
   Kiedy weszłam do dormitorium Cornelia już spała. Miała mokre włosy. Coś mruczała przez sen.
- Mam nadzieję, że rano zejdziemy razem na śniadanie – powiedziała Ali patrząc na koleżankę. Zaśmiałam się cicho.
Cornelia na ogół była spokojna i pogodna, nigdy nie widziałam jej tak wściekłej.
- Wolne – oznajmiła Lily wychodząc z łazienki. Chwyciłam szybko moją piżamę i zamknęłam drzwi przed nosem Ali, ze śmiechem na ustach.
   Tej nocy, pierwszy raz od kilku nie miałam koszmarów i spałam, jak dziecko.
   Obudziłam się pół godziny przed budzikiem. Zeskoczyłam na podłogę, zebrałam swoje rzeczy i pierwsza skorzystałam z łazienki. Wzięłam orzeźwiający prysznic, wyszłam dopiero, kiedy moje współlokatorki zaczęły się niecierpliwić.
- Ile można siedzieć w kiblu – warknęła Cornelia i trzasnęła drzwiami.
- Już chciała iść do innych dziewczyn… W ostateczności do chłopaków – zachichotała Ali.
   Ze śmiechem na ustach zeszłam na dół. W pokoju wspólnym było już sporo osób.
- Stary… Ty mnie w ogóle nie słuchasz. - Jęczał Remus. - Mówiłem wczoraj, że tak się nie uda…
- Cześć chłopaki. - Przywitałam się.
- Siema – nawet na mnie nie spojrzeli.
- Co kombinujecie? - zapytałam.
- Zobaczysz – odpowiedział tajemniczo James.
- Okej… Idziecie na śniadanie?
- Zaraz… Musimy coś obgadać – odparł Lupin. Wzruszyłam ramionami i wyszłam z pokoju.
   Spacerkiem zeszłam do Sali Wejściowej. Kręciło się tam kilku uczniów.
- Lucy! - usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Severusa Snapa.
- Sev – uśmiechnęłam się lekko. Chciałam być miła, szczególnie, dlatego, że chłopak od świąt pomagał mi potajemnie z zadaniami na eliksiry.
- Możesz to dać Lily? - Podał mi zapieczętowaną kopertę. - To dla mnie ważne.
- Nie ma sprawy – uśmiechnęłam się. - Idziesz na śniadanie?
   Uśmiechnął się i weszliśmy razem do Wielkiej Sali. Rozeszliśmy się do swoich stołów. Usiadłam obok Kalego i Matta.
- Jak się spało? - zapytał Matt.
- Wspaniale – odpowiedziałam z uśmiechem.
- A jak Cornelia?
- Wściekła, ale chyba zaczyna jej przechodzić.
- To dobrze – ucieszył się Matt. - Dorcas! Ej czekaj!
   Wstał od stołu i pobiegł za długowłosą dziewczyną. Popatrzyłam za nimi, a potem nałożyłam sobie jedzenia. Jedliśmy z Kalim w ciszy.
   Kiedy nakładałam sobie kolejną porcję, dołączyli do nas nasi przyjaciele.
- Gdzie Matt? - zapytał James.
- Poleciał za Dorcas – odpowiedział Kali. - Przemyśleliście nasz pomysł?
- Daj spokój… - Huncwoci usiedli naprzeciwko nas, a Ali i Lily obok mnie.
   Po śniadaniu wróciłyśmy do dormitorium po książki zeszłyśmy na Zielarstwo. Kiedy wyciągnęłam swoją pracę domową, z plecaka wypadła mi koperta, zaadresowana do Lily. Przypomniało mi się poranne spotkanie ze Snapem.
- To dla Ciebie. - Dałam Evans list i zaniosłam pracę domową pani Sprout.
- Skąd to masz? To od Seva.
- Spotkałam go przed śniadaniem. Pewnie nie chciał Ci tego dawać w towarzystwie Jamesa.

~ Moony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz