piątek, 8 maja 2015

Rozdział 4 ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony

Rozdział 4. " Szósta klasa. Bardzo zła wiadomość"

Szósta klasa.
      Siedziałam na jednej z małych plaży nad jeziorem. Na błoniach nie było wielu uczniów. Słyszałam nawoływanie mojej najlepszej przyjaciółki, Alison, ale nie reagowałam. Chciałam być sama. Rok szkolny trwał już dwa miesiące. Można powiedzieć, że rok jak każdy inny, ale zauważyłam, że jest coś nie tak. Profesorowie, kiedy pytałam się ich o to, czy coś nam grozi, zawsze mnie zbywali.
   Kiedy na koniec piątej klasy przyjechaliśmy na peron 9 i 3/4, Josh i Eric zapewniali mnie i Ali, że podczas wakacji będą do nas pisać i prawdopodobnie się spotkamy. Niestety w pierwszym tygodniu wakacji kontakt się urwał. Razem z Ali byłyśmy zaniepokojone. Przyjechała nawet do mnie, żeby nie pisać do siebie długich listów. Miałyśmy nadzieję spotkać chłopaków w pociągu, pierwszego września, ale nie było ich tam. Wiedziałam, że dzieje się coś złego. 
 
  Mój wujek, brat taty, zaczął się dziwnie zachowywać, kilka dni po urwaniu kontaktu z bliźniakami. Mama i tato nic mi nie chcieli mówić. Luck też milczał, chociaż był najbliżej mnie podczas wakacji. Żałowałam, że mój brat już nie chodzi ze mną do szkoły. W tym roku zaczął pracę w Ministerstwie Magii jako auror. Bardzo się o niego bałam. Kiedy tak siedziałam, usłyszałam za sobą szelest liści. Odwróciłam się gwałtownie. Przyglądał mi się jakiś chłopak. Siedział w cieniu drzew. Miał jasno - brązowe włosy i miodowe oczy. Twarz miał oszpeconą bliznami, ale mimo tego był dość przystojny. Uśmiechnął się do mnie blado i dopiero wtedy go poznałam, to był Remus Lupin. Jeden z Huncwotów (ten najgrzeczniejszy). Uśmiechnęłam się lekko do niego i zapytałam:
- Czemu siedzisz w krzakach? - wzruszył ramionami. Nigdy nie był zbyt rozmowny. 

- Nie chciałem Ci przeszkadzać - powiedział. Miał bardzo przyjemny głos. Podszedł do mnie i usiadł obok. Na szacie połyskiwała odznaka prefekta. Popatrzył na mnie z powagą. Czułam jak jego wzrok zagląda w moją duszę. Nigdy nie zauważyłam, że miał takie ładne oczy. 

- Czemu mi się tak przyglądasz?

- Zastanawiam się czemu jesteś taka smutna - odpowiedział. Westchnęłam, nie miałam ochoty nikomu mówić co się dzieje, ale chłopak nie przestawał na mnie patrzeć.

- A ty byś nie był, gdyby twoi przyjaciele zaginęli bez żadnej wiadomości? - powiedziałam w końcu. Remus pokiwał ze zrozumieniem głową. Odwrócił wzrok. Wydawało mi się, że zrozumiał. Siedzieliśmy przez dłuższy czas w ciszy. Wpatrywałam się w gwiazdy. Chłopak co jakiś czas rzucał płaskim kamieniem o taflę wody robiąc kaczki. Nie było zimno więc było przyjemnie. Na błoniach uczniowie co jakiś czas wybuchali śmiechem. Ali dała sobie spokój z szukaniem mnie i poszła do zamku.

- Boisz się, że dzieje się coś złego, a nikt nie chce Ci powiedzieć co to takiego, prawda? - zapytał w pewnym momencie Remus. Popatrzyłam na niego przerażona. Wydawało mi się, że chłopak potrafi czytać w myślach. Powiedziałam mu o dziwnym zachowaniu mojego wujka i milczeniu rodziców. Pokiwał głową.

- Profesorowie też milczą - dodałam. - Tak jakby zniknięcie dwóch uczniów było czymś normalnym.

- Twój brat też nic nie wie? - zapytał. - Jest aurorem, prawda?

- Jest na jakiejś misji - odpowiedziałam. - Skąd wiesz, że pracuje w Ministerstwie?

- Świat jest mały - zaśmiał się chłopak z tajemniczym uśmiechem.

- Jesteś bardzo tajemniczy - powiedziałam.

- Podobno tak jest - odpowiedział. Lepiej już chodźmy, zaraz kolacja. Nie wybada się spóźnić.

- Tak, masz rację - stwierdziłam. Chłopak wstał pierwszy i podał mi rękę.

   W Wielkiej Sali było tłoczno. W tłumie wypatrzyłam Alison, siedział przy stole z Lily i Cornelią. Obok nich siedzieli pozostali Huncwoci. James był wniebowzięty, ponieważ Lily od jakiegoś tygodnia była jego dziewczyną (wreszcie zauważyła, że on ją naprawdę kocha).

- Szukałam Cię! - krzyknęła na mnie Ali. Miała obrażoną minę.

- Przepraszam - powiedziałam. - Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.

   Ali popatrzyła na mnie, potem na Remusa i znowu na mnie. Wzruszyłam ramionami i usiadłam między Cornelią i Remusem. Oczywiście dyrektor nie powiedział nic na temat jakiegokolwiek zagrożenia. Po kolacji poszliśmy do pokoju wspólnego. Huncwoci zrobili rozróbę, jak zwykle. Razem z dziewczynami usiadłyśmy przy kominku. Opowiedziałam im, dlaczego przyszłam z Remusem. Oczywiście nie uwierzyły. Dlaczego w tym wieku większość osób ma takie dziwne myśli?
   Poszłam bardzo wcześnie spać. Śniło mi się, że spaceruję po Zakazanym Lesie z jakimś chłopakiem. Najpierw myślałam, że to Josh, potem stwierdziłam, że to Eric. Na końcu chłopak okazał się Lupinem. Nie pamiętam końca snu, ale jestem przekonana, że ktoś zginął.
   Na lekcjach udawałam, że słucham, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia o czym nauczyciele mówią. Po zajęciach wyszłam na błonia. Było rześko. Pogoda zaczęła się zmieniać. Poszłam w moje ulubione miejsce, tam gdzie wczoraj siedziałam nikt nie przychodził, no chyba, że Remus znowu będzie chciał ze mną porozmawiać.
 
   Położyłam się na piasku. Powietrze było wilgotne. Zamknęłam oczy, chyba zasnęłam.

- Lucy - usłyszałam nad sobą czyjś głos. Myślałam, że to Remus przyszedł na plażę, ale kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam nieznajomego chłopaka, przynajmniej na początku wydawał mi się nieznajomy. Miał blond włosy. Odetchnęłam, kiedy spojrzałam mu w oczy.

- Josh? - zapytałam. Odetchnął, kiedy to powiedziałam.

- Bałem się, że mnie nie poznasz - powiedział. Rozglądał się nie spokojnie.

- Co się dzieje? - zapytałam. - Czemu nie chodzicie do szkoły? Gdzie jest Eric? - teraz zauważyłam nieobecność drugiego brata. Josh milczał. Widziałam, że bije się z myślami. W pewnym momencie upadł na kolana, na piasek i ukrył twarz w dłoniach. Położyłam mu dłoń na ramieniu. Trząsł się, wiedziałam, że nie z zimna.

- On - zająknął się. Płakał. - On... nie żyje. Śmierć... Śmierciożercy wpadli do naszego domu, na początku wakacji i... On stanął między matką, a jednym z nich i... i dostał Avadą. Nie mogłem nic zrobić! Potem wywlekli z domu rodziców. Miałem szczęście, że nie było mnie wtedy w salonie. Kiedy usłyszałem, że przeszukują dom wyskoczyłem przez okno w moim pokoju i pobiegłem do lasu, jak najdalej domu. Wdrapałem się na jakieś drzewo i obserwowałem poczynania sług Voldemorta.

- Zabrali Twoich rodziców? - zapytałam. Pokiwał głową. Miał zaczerwienione oczy, wciąż płakał.

- Jak tu dotarłeś? Jak udało Ci się udało odnaleźć Hogwart?

- Nie było trudno. Leciałem wzdłuż torów - odpowiedział. - No tak, ty jeszcze nie wiesz - stwierdził, kiedy zobaczył moją minę. - Dzięki lekcjom z McGonagall, udało mi się opanować sztukę transmutacji w tym stopniu, że potrafię zmieniać się w pegaza - pochwalił się.

- Koń ze skrzydłami? - zapytałam z niedowierzaniem. - Myślałam, że można zmieniać się tylko w zwierzęta, które są znane mugolom.

- Zawsze byłem inny - odparł.

- W to nie wątpię, ale musisz powiedzieć Dumbledore'owi, o tym co się stało.

- Nie ma mowy! - pokręcił głową. - Sam sobie poradzę!

- Czy ty wiesz o czym mówisz?! Twoi rodzice zostali porwani przez Tego - Którego - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać! To nie są żarty, Josh - powiedziałam, ale wiedziałam, że nie przekonałam go.

- Jedyną osobą, której boi się Voldemort, jest Dumbledore! Powiedz mu to. Poproś o pomoc. On nie odmówi.

- Ale karze mi się odsunąć, powie, że to jest niebezpieczne. Żebym się nie wtrącał! - źrenice mi się powiększyły. Twarz wyglądał staro. Wyglądał strasznie. Złapałam go za rękę. Trochę się uspokoił. Patrzyłam mu w oczy. Dyszał ciężko. Jakiś czas później zasnął. Położył głowę na moich kolanach i ciężko oddychał. Podejrzewałam, że od dłuższego czasu nie może spać, że boi się spać sam.

   Dzięki temu, że chłopcy dzielili się z nami lekcjami z panią profesor, nauczyłam się wysyłać wiadomości patronusem. Machnęłam różdżką i posłałam mojego białego konia z wiadomością do dyrektora. Nie czekałam długo na pomoc. Z daleka widziałam profesora Dumbledore'a i profesor McGonagall. Za nimi szli Huncwoci. Musieli być przy tym, jak patronus dotarł z wiadomością, w innym przypadku nie zostaliby poinformowani i poproszeni o pomoc.

   Ułożyliśmy Josh'a na jego łóżku w dormitorium. Jęknął cicho, ale się nie obudził. Musiał być bardzo wyczerpany. Opowiedziałam o wszystkim nauczycielom i pozostałym obecnym w dormitorium. Dyrektor miał poważną minę. Przyjaciele byli przerażeni. Alison rozpłakała się, kiedy powiedziałam, że Eric nie żyje. Syriusz zaczął ją pocieszać, ale niewiele to dało. Kiedy zakończyłam opowieść tym, że chłopak prawdopodobnie od jakiegoś czasu mieszkał w Zakazanym Lesie, dyrektor szepnął coś do McGonagall i wyszedł z pomieszczenia.

- Zajmijcie się chłopakiem - zwróciła się do nas nasza opiekunka i także wyszła z pokoju. Popatrzyłam na Josh'a. Kiedy spał nie podtrzymywał magii i jego twarz wyglądała, tak jak ją zapamiętałam. Blizna na jego twarzy była teraz bardziej widoczna. Włosy sięgały łopatek. Policzki miał zapadnięte.

- Musiał dużo przeżyć przez ten czas - odezwał się Kali. Był jednym z bliższych przyjaciół bliźniaków. Podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu. - Zajmiemy się nim - zapewnił mnie. Lekko się uśmiechał. Cieszył się, że wie co się dzieje z jego kumplem. Wbrew pozorom też cieszyłam się z tego, że wiem co się dzieje. Przynajmniej mogę coś zrobić.

- Mogę zostać tu na noc? - zapytałam.

- Wszyscy zostaniemy - zaproponował James. - Oczywiście jeśli nie macie nic przeciwko temu.

- Nie ma problemu - powiedział Kali.

   Ali cały czas chlipała w kącie w objęciach Syriusza. Chłopak był z tego powodu zadowolony. Lily i James zasnęli na jednym z łóżek.

   O północy nie spałam tylko ja i Remus. Obydwoje wpatrywaliśmy się w niebo.

- Za kilka dni pełnia - stwierdziłam. Chłopak jęknął. Wyglądał mizernie. Pod oczami miał ciemniejsze cienie niż zwykle. - Nie lubisz pełni?

- Czyli nie wiesz, o moim problemie? - zapytał cicho. Pokręciłam głową. Zaśmiał się. - Myślałem, że przynajmniej połowa szkoła o tym wie. Nie sądziłem, że Snape będzie trzymał język za zębami.

- O czym mówisz? - zapytałam zaciekawiona.

- Boję się, że będziesz się mnie bać - odparł.

- Zawsze jest ryzyko. I tak już podejrzewam, że masz likantropie - oznajmiłam. Popatrzył na mnie z przerażeniem. - Myślałeś, że to że co miesiąc wszyscy Huncwoci znikają w pełnie nie umknie nikomu?

- Mogliśmy to lepiej rozegrać. Masz rację - zaśmiał się. Przyłożyłam mu dłoń do policzka. Złapał ją i zamknął oczy

- Lily wiedziała wcześniej, prawda? - pokiwał lekko głową nie otwierając oczu. To dlatego wczoraj tak dziwnie się na mnie patrzyła.

   Około drugiej w nocy wreszcie zasnęłam. W sennej rzeczywistości widziałam twarz Lorda Voldemorta, który śmiał się ze swojego sukcesu.

~ Moony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz