piątek, 15 maja 2015

Rozdział 6 ~ Moony

No to mamy kolejny rozdział, zapraszam do czytania. :)


Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony

Rozdział 6. "To pułapka!"

    Kiedy stanęliśmy na podjeździe pod domem, zaczął padać śnieg. Był bardzo gęsty. W drzwiach stanęła mama. Włosy miała dłuższe niż ostatnim razem, kiedy ją widziałam. Przywitała nas radośnie. Już od progu można było się domyślić co przygotowała na obiad. Wyczułam lazanie z ziemniaków i zupę ogórkową.
- Pójdę się przebrać – powiedziałam i poszłam na górę, do swojego pokoju. Na ścianach wisiały zdjęcia, które zrobiłam razem ze swoimi przyjaciółmi. Popatrzyłam na jedno z nich. Staliśmy tam wszyscy: Ali, bliźniacy i ja. Było to zdjęcie z piątej klasy, czyli ostatniej, w której był z nami Eric. Fotografia została zrobiona na błoniach, w tle widać Zakazany Las. W oczach pojawiły się łzy. Poczułam, że muszę odnaleźć tego, kto zabił mojego przyjaciela. Teraz wiedziałam, jak czuł się Josh.
    Przebrałam się w spodnie z dresu i trochę za dużą bluzę, którą dostałam od dziadków dwa lata temu. Rodzice i Ali siedzieli już przy stole. Mama właśnie nalewała zupę do mojego talerza. Ściągnęła fartuszek, w którym nas przywitała. Miała na sobie zielony świąteczny sweter i sztruksowe spodnie.
- Jak w szkole, dziewczynki? - zapytał tata. Wymieniłyśmy z Alison spojrzenia. Nie wiedziałam czy mogę im powiedzieć co się dzieje. Nie miałam pojęcia, czy Luck ich informował, ale chyba coś mówił, skoro zakazali mi o tym mówić.
- Josh pojechał na święta do swoich dziadków – powiedziałam wreszcie.
- Mówiłaś, że zaginął – zdziwiła się mama. Przełknęłam gorącą zupę. Wydawało mi się, że ich informowałam.
- Z tych nerwów, zapomniałam wam wysłać list – odpowiedziałam lekko speszona.
- Może i lepiej, że nie pisałaś – odpowiedział tata. - Nie wiadomo, czy ktoś nie przechwytuje sów i nie czyta prywatnej korespondencji.
- A to nie jest zabronione? To jest naruszanie prawa – odezwała się moja przyjaciółka. Ojciec oderwał na chwilę od talerza z zupą i popatrzył na Ali i na mnie.
- Na dzień dzisiejszy nikt nie patrzy, jakie prawa panują na świecie. Prawa Człowieka są łamane – westchnął i wrócił do jedzenia. Do końca posiłku panowała cisza.
    Kiedy po obiedzie poszłyśmy z Ali do mojego pokoju, na parapecie siedziała biała sowa. Wpuściłam ją do środka. Do nóżki miała przyczepiony kawałek papieru. Kiedy odwiązałam pergamin ptak odleciał.
- Od Josha? - zapytała Alison. Miałam nadzieję, że to od Josha, kiedy spojrzałam na tekst, poznałam zamaszyste pismo Syriusza.

Jesteśmy na miejscu. Nie wiem czy rodzice Josha zawsze są tacy dziwni, ale cały czas mi się przyglądają. Jego potraktowali dość oschle, kiedy zapytał jak udało im się uciec. Nawet moi okazali by trochę serca i mnie przytulili… On mówi, że wszystko jest w porządku. Jego dziadkowie są spoko. Jakby coś było nie tak poinformuję was. 


Wasz wspaniały Łapa 

    Popatrzyłam na Ali. Ona wpatrywała się w treść listu.
- Nawet go nie przytulili?! - powiedziała z niezadowoleniem. Położyłam pergamin na biurku. Nie chciało mi się wierzyć, żeby rodzicie tak się zachowywali, po porwaniu przez Śmierciożerców. Moi na pewno nie pojechaliby do dziadków, nie wysłali by do mnie listu. Nie dali by znaku życia, żeby mnie nie narażać.
- Nie wiem, czy Josh dobrze zrobił, że pojechał na święta do dziadków. Boję się o niego.
- Myślisz, że powinniśmy kogoś poinformować? - moja przyjaciółka usiadła na moim łóżku i wpatrywała się w zdjęcie z piątej klasy, w to samo co wcześniej ja. Kiedy siedziałyśmy w ciszy i zastanawiałyśmy się co robić. Usłyszałam, że ktoś puka do drzwi wejściowych.
- Lucy! - wołał ktoś z dołu. - Mam dobre wieści!
- Luck! - zawołałam, kiedy zeszłam na dół, za mną zeszła Alison. Mój brat miał rękę na temblaku i podbite oko, ale był rozpromieniony i zadowolony.
- Wczoraj pozwolili mi iść na poszukiwania rodziców Twojego kolegi, bo mieli trop. Okazało się, że był dobry. Voldemort gdzieś się ukrył i nie było go na miejscu więc szybko poszło. Musieliśmy się przebić przez wielu Śmierciożerców – pokazał na swoje oko i na rękę i kontynuował. - Kiedy już ich pokonaliśmy udało nam się uwolnić tych niewinnych ludzi. Zabraliśmy ich do Ministerstwa, a potem zabrali ich do Świętego Munga. Czemu masz taką minę? - zaniepokoił się Luck. Niestety nie mogłam mu odpowiedzieć, bo straciłam przytomność.
    Przed oczami stanął mi Josh, był przerażony. Miał zaklejone usta i był związany. Siedział w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Kolejny obraz jaki się pojawił to zakneblowany Syriusz. Widziałam jak się szamotał. Jego twarz była mokra od potu. Potem zobaczyłam, że moi przyjaciele razem siedzą w ciemnym pomieszczeniu.
    Kiedy otworzyłam oczy, wokół mnie panowała ciemność. Kiedy się rozejrzałam poznałam mój pokój. Zegarek na szafeczce nocnej pokazywał trzecią w nocy. Musiała zemdleć i do tej pory się nie obudziłam. Obok mojego łóżka na materacu spała Alison. Nie wiem, kiedy ponownie udało mi się zasnąć, ale cały czas śniły mi się koszmary.


    Chłopak, obudził się z dziwnego snu. Strasznie bolała, go głowa. Nie mógł poruszyć rękami. Dopiero, kiedy doszedł do siebie i na chwilę udało mu się powstrzymać zawroty głowy, zobaczył gdzie jest. Był przywiązany do krzesła, które ktoś postawił w piwnicy jego dziadków. Nie potrafił sobie nic przypomnieć. Próbował się uwolnić z więzów, ale były mocno zawiązane.
- Już próbowałem, koleś co je wiązał, zna się na węzłach – powiedział ktoś za nim.
- Łapa? - zdziwił się chłopak. Próbował się odwrócić, ale nie zobaczył twarzy przyjaciela, tylko potargane czarne włosy.
- A myślisz, że kto inny? - zaśmiał się Syriusz. - Mamy szczęście, że nas nie zabili. Ah… Lucy miała przeczucie.
- Taa… Trzeba jej było posłuchać… - westchnął i wbił wzrok w ścianę. - Co się właściwie stało?
- Co pamiętasz? - odpowiedział pytaniem Łapa. Josh zastanowił się chwilę.
- Dworzec, mojego ojca. Kazał nam iść do samochodu, był jakiś inny niż zawsze, ale myślałem, że to z nerwów, że ktoś nas zobaczy. Remus, jakiś czas temu poszedł ze swoim ojcem. Kiedy przyjechaliśmy do domu, napisałeś do Lucy. Dziadkowie dali nam jeść, potem… - chłopak zamilkł. - Nie pamiętam co działo się po posiłku… Moja głowa!
- Kiedy szliśmy do sypialni, w której mieliśmy spać, twoja matka walnęła Cię w głowę, ale widziałem, że już nie za bardzo przypomina Twoją mamę. Potem walnęli mnie, ale nie tak mocno, jak ciebie.
- Ile byłem nieprzytomny?
- Nie wiem, która teraz jest godzina, ale podejrzewam, że kilka godzin. A teraz myśl jak się stąd wydostać… - potem dodał. - Fajnie by było gdyby znaleźli Twoich prawdziwych rodziców…
- Nawet nie wiesz jak bardzo tego chcę… - Josh miał ogromną nadzieję, że gdy rodzice zostaną uratowani, ktoś szybko zorientuje się, że Syriusz i on są w niebezpieczeństwie.
    Kiedy przez niewielkie okienka, do pomieszczenia zaczęło wpadać poranne światło, chłopcy usłyszeli, że ktoś schodzi do nich po schodach. Mężczyzna miał na sobie czarną szatę, na głowę narzucony kaptur i maskę Śmierciożercy na twarzy. Stanął przed Joshem i chwilę mu się przyglądał. Potem podszedł do Syriusza.
- Nadawałbyś się – odezwał się oschle Śmierciożerca. Josh zdał sobie sprawę, że już kiedyś słyszał ten głos, ale nie wiedział kiedy i nie potrafił sobie przypomnieć do kogo należał.
- Odwal się, śmierdzielu – warknął Łapa. Sługa Voldemorta zaśmiał się i uderzył chłopaka w twarz.

- Zadziorny, ale już za niedługo nie będziesz taki cwany – po tych słowach zostawił przyjaciół samych. Josh słyszał, jak Syriusz klenie pod nosem. 
- Cholerni Śmierciożercy! - Łapa był bardzo zły. - Josh, wysil się i pomóż mi wymyślić, jak się stąd wydostać...!


Dajcie znać czy się podobało. 
KOMENTOWANIE MOTYWUJE! :D
Do następnego rozdziału.


~ Moony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz